przyjemności oszczędności -
niedziela, 14 marca 2010
W sobotę, niepomna aury za oknem (a może nawet bardziej jej na przekór) ogłosiłam oficjalnie początek wiosennych porządków. Może nieco za wcześnie - ale przecież jakoś tę wiosnę sprowokować trzeba.
I tak po całym dniu robienia przeglądu szafek, wynoszenia worków ze śmieciami wciskania na pawlacz niektórych ciuchów (20 stopniowe mrozy nie wrócą... prawda?... ;-)) nadszedł czas na porządki w finansach to znaczy wpisanie danych z paragonów na parapecie, których zdążyła się już zgromadzić cała sterta.

Ciągłe moje oswajanie się z nową rolą i związany z tym brak czasu (wiadomo nadgorliwość neofity), sprawiły, iż zaniedbałam nieco codzienny zwyczaj zapisywania i monitorowania naszych wydatków, co zemściło się z całą swoją mocą.
Otóż... Okazało się, że awans dużo mnie kosztował - i to dosłownie. Nowe stanowisko wiązało sie oprócz nie kwestionowanych bonusów również rozlicznymi wydatkami np. tak banalnymi jak wymiana części garderoby.
No i (trochę wstyd się przyznać) po pierwszej wypłacie, niepomna posiadanej wiedzy, złapałam się na na schemat "więcej zarabiasz - więcej wydajesz".
To taka przyjemna, mile łechcząca myśl MOGĘ to kupić.. I niestety zbyt często jej ulegałam. A to zakupy w empiku, a to buty będą mi pasować do kostiumu, a to kolejny obiad "na mieście". I koniec końców podsumowanie miesiąca nie wypadło pod kreską. Nie ma co, niezbyt przyjemne otrzeźwienie. Ale jak widać potrzebne.
Znaczy - trzeba zachowywać rewolucyjną czujność! ;-))
blogi