przyjemności oszczędności -

frugalistyka

sobota, 20 lutego 2010
Mając na uwadze świeżo rozpoczęty weekend i nieco nadrabiając zaległości - dzisiaj mały teścik na  "finansowe IQ", który wygrzebałam na niezawodnym WISEBREAD. Choć poruszane kwestie mogą wydawać się czasem banalne, zaręczam, że można się zdziwić.... ;-)

Zatem, do dzieła!

1.Duże wydatki np. remonty, wydatki sezonowe (OC, zakupy świątecznych prezentów) planuję z wyprzedzeniem.

2.Co miesiąc z pensji odkładam część pieniędzy na duże wydatki roczne (j.w) lub kwartalne.

3.Zapisuję wszystkie moje wydatki.

4.Przed utworzeniem mojego budżetu monitorowałam(em) moje wydatki przez kilka miesięcy.

5.Monitoruję założenia mojego budżetu i modyfikuję w razie potrzeby.

6.Mój plan oszczędzania (wysokość środków jakie na oszczędności przeznaczę) jest częścią wydatków w moim planie budżetu.

7.Wszystkie środki dodatkowe (premie, zwrot z podatku...) idą bezpośrednio na konto oszczędnościowe.

8.Prezenty i datki na cele charytatywne uwzględniam są uwzględnione w moim budżecie.

9.Jeśli przewiduję, że przekroczę moje planowane wydatki w jednej z kategorii w moim budżecie, staram się zaoszczędzić je w innej.

10.Mam zaoszczędzone pieniądze na poduszkę finansową (po prostu mam "zaskórniaki").

11.Mam rezerwę w budżecie na nieprzewidziane wydatki.

12.Prezenty świąteczne czy urodzinowe nie stanowią katastrofy dla mojego budżetu.

13.Wiem, ile pieniędzy potrzebuję na życie miesięcznie/rocznie.

14.Panuję nad moimi wydatkami (np. nad kartą kredytową) tak, aby nie przekroczyć limitu.

15.Potrafię policzyć wszystkie moje wydatki.

16.Nie żyję ponad stan.

17.Nie używam mojej karty kredytowej, jeśli nie wiem, czy będę w stanie spłacić zadłużenie w wymaganym okresie.

18.Płacę wszystkie moje rachunki na czas.

19.Moje dochody są większe niż moje wydatki.

20.Nie pozwalam wywierać na siebie presji (np. przez rodzinę i znajomych) aby wydawać pieniądze, których nie mam.

21.Nie kupuję produktów luksusowych nawet na wyprzedażach, chyba, że ich zakup został przeze mnie ujęty w budżecie.

22.Patrzę na mój budżet, jak na sposób, w jaki mogę się dowiedzieć, na co mnie stać, a na co nie.

23.Mam określony cel finansowy, o którym pamiętam (np. szybsze spłacenie kredytu, wakacje).

24.Mam w budżecie ujęte małe nagrody za wytrwałość.

25.Wszyscy w mojej rodzinie uczestniczą w tworzeniu budżetu.

Za każdą odpowiedź TAK - 4 punkty, NIE - 0, Nie wiem/nie jestem pewien - 2.

0-35 punktów
Jeśli w ogóle prowadzisz budżet (sposób kontroli wydatków), chyba się zgodzisz, że nie działa. Może nawet z lekka panujesz nad wydatkami miesięcznymi, ale każdy niezaplanowany koszt wywraca Twój budżet do góry nogami. Możesz również po prostu nie zdawać sobie sprawy, z tego, jakimi pieniędzmi obracasz i co z nimi możesz zrobić. Musisz zwrócić większą uwagę na swoje wydatki i urealnić swoje wyobrażenia o własnych przychodach i rozchodach.

36-70 punktów
Prawdopodobnie jesteś już po pierwszych próbach budżetowania, jednak niekoniecznie efektywnych i przy okazji nie do końca zdajesz sobie sprawę, co tak naprawdę idzie źle. Nie bądź dla siebie zbyt surowy - budżetowanie wymaga wiele dyscypliny, uwagi i drobiazgowości, a to nie jest łatwe dla każdego. Staraj się dokształcać i wyciągać wnioski z własnych finansowych wpadek.

71-100 punktów
Chociaż zawsze można jeszcze coś poprawić, Ty masz już opracowany system, który jest skuteczny. Sprawdź jeszcze raz miejsca, w których padła odpowiedź NIE lub NIE WIEM, żeby zobaczyć, nad czym trzeba popracować. Ale i tak, pamiętaj, jesteś wyjątkowy - należysz do garstki ludzi, którzy efektywnie  zarządzają swoim budżetem. Gratulacje!


p.s. mój wynik - 54...
środa, 18 listopada 2009
Podobno jest tylko jeden właściwy sposób, ale za to z gwarancją sprawdzalności - wydawaj mniej niż zarabiasz. ;-)))
Niby proste - tylko jak to zrobić? Z rozmów ze znajomymi, obserwacji różnorakich forów wnoszę, że pomysłów jest od licha i trochę, tyle tylko, że żaden nie jest uniwersalny. Coś co przynosi fantastyczne efekty w jednym przypadku (jak u mnie np. słoikowy fundusz świąteczny) u innych nie będzie miała racji bytu (bo np. zawsze zapomną wrzucić coś do skarbonki). Ile osób tyle patentów.

W związku z wyborem drogi oszczędzania pojawiają się również pytania i wątpliwości, co do jej słuszności i sensu. Kiedyś, w archiwalnym materiale jednego z moich ulubionych portali czyli Wisebread, znalazłam zestaw 5 pytań, na które każdy oszczędzacz powinien sobie odpowiedzieć.

Oto one:

- Czy ustalać miesięczny domowy budżet i zapisywać codzienne wydatki? - pytanie na pierwszy rzut oka wydaje się banalne - przecież zapisywanie wydatków wydaje się oczywistym posunięciem. Ale jak się okazuje, nie dla wszystkich, więc jeśli notowanie i spisywanie kolejnych pozycji z paragonu jest dla kogoś męczarnią, może lepiej z tego zrezygnować i ustalić inne sposoby, np. ustalenie limitu codziennych wydatków?

- Płacić sobie najpierw czy na końcu? - płacenie sobie zrobiło ostatnimi czasy niesamowitą karierę, wszędzie można przeczytać, że odkładanie pieniędzy dopiero po opłaceniu rachunków, kredytów i innych zobowiązań, to praca dla banków czy innych tego typu instytucji. Ale czy na pewno? Mnie wydaje się, że płacenie sobie, jest możliwe dopiero po spełnieniu paru warunków czyli m.in. dobrej znajomości swoich miesięcznych wydatków, a także (uwaga banał!) zarabiania więcej niż owe miesięczne wydatki wynoszą. W innym wypadku może to być wybór typu: zapłacę sobie lub elektrowni za prąd. ;-)))

- Używać kart kredytowych czy całkowicie pozbyć się plastikowego pieniądza? - także wydawałoby się oczywistość, ale karty kredytowe to nie tylko zło wcielone. To także wygoda i bezpieczeństwo, a dla niektórych nawet forma zarobku (wydają środki do limitu ustalonego na karcie, spłacają kredyt w ostatnich dniach limitu, podczas gdy ich własne pieniądze leżą w tym czasie na koncie oszczędnościowym).

- Najpierw spłacić kredyt czy wybudować fundusz awaryjny? - osobiście jestem zwolenniczką funduszu awaryjnego, sytuacje niespodziewane się zdarzają i przy braku żywej gotówki nie pomoże nam nawet brak zadłużenia.

- Który kredyt spłacić najpierw - najdroższy czy najłatwiejszy do spłacenia? - jakiś czas temu pisał o tym Yossarian na swoim blogu więc pozwolę sobie się nim wyręczyć - tutaj i tutaj.

A jakie będą Wasze odpowiedzi?

Frugalistka
środa, 14 października 2009

Zima znowu zaskoczyła drogowców... To zdanie dzisiaj przeczytałam w sieci z setkę razy (i to ostrożne szacunki...) - używane zarówno przez redaktorów portali jak i czytelników. A pod artykułami zestaw różnorakich spostrzeżeń, że znowu, że przecież można było pomyśleć, że można było przewidzieć, że przecież jest już jesień i takie rzeczy się zdarzają. I wszystko racja. Ale...

Ilu spośród tych narzekających na nieprzygotowanie (już niemal przysłowiowych) drogowców, zaskoczyła w tym roku, na przykład, konieczność uszykowania wyprawki szkolnej dla pociechy, wakacyjne wydatki czy zaskoczą jeszcze (wyjątkowo niespodziewane, jak co roku...) wydatki na święta Bożego Narodzenia?


To ciekawe, że rozmawiamy i szeroko debatujemy nad wysokością koniecznej "poduszki finansowej", która ma nas chronić przed niespodziewanymi wypadkami losowymi, biegowi zdarzeń pozostawiając właśnie sytuacje, które... można przewidzieć.

Dla mnie, przez wiele lat jesień była pasmem nieprzerwanych wydatków - jakoś tak się złożyło, że większość mojej rodziny i znajomych właśnie wtedy obchodzi urodziny. I tak, ledwo otrząsałam się z wakacyjnego rozpasania, kiedy wpadałam w wir kupowania prezentów, którego zwieńczeniem była Gwiazdka. A w nowy rok wchodziłam zła i często z debetem. Czas jakiś temu jednak odkryłam (zbyt wielkie słowo ale co tam!!;-)) dobrodziejstwa składania drobnych kwot (a nawet bardzo drobnych...) na "fundusz prezentowy" - zaczęłam po prostu codziennie (lub prawie codziennie) pod koniec dnia wsypywać pozostałe w portfelu drobniaki (do kwoty 2 zł włącznie) do specjalnie do tego celu przeznaczonego, słoika po kawie. I tylko z tego "funduszu" korzystać przy kupowaniu prezentów. Rzecz sprawdza się znakomicie, a nie wymaga żadnych specjalnych wysiłków czy wyrzeczeń.

Do tego w tym roku także postanowiłam, że zwrot podatku, zamiast łatać bieżące dziury będzie leżakował na koncie i miałam zamiar opłacić z niego wakacje (a, że na wakacje koniec końców się nie wybrałam, więc leżakuje do dzisiaj), podobne zamiary mam w stosunku do wszystkich ekstra pieniędzy - zobaczymy jak mi pójdzie.


Podsumowując:


Wydatki, które można przewidzieć (przykładowo):

- prezenty urodzinowe dla członków rodziny,

- wydatki związane ze świętami, w tym bożonarodzeniowe prezenty czy wielkanocny zajączek,

- wakacje,

- wyprawka szkolna,

- odnowienie polisy ubezpieczeniowej (samochodu, domu, siebie...),

- kursy językowe, planowana edukacja,

- część zakupów odzieżowych (np. konieczność kupienia butów zimowych czy płaszcza),

- przegląd samochodu,wymiana opon,

- konieczne przeglądy instalacji domowych...


Propozycje, jak bez wysiłku znaleźć na nie pieniądze:

- załóż "skarbonkowy fundusz prezentowy" - codziennie wrzucaj 1-2 zł do skarbonki, a prezenty kupuj jedynie z tych pieniędzy,

- załóż subkonto na koncie oszczędnościowym i ustaw zlecenie stałe,  kwotę uzależniając od celu, na który zbierasz,

- ustal, że każdą kwotę ekstra (lub jej część) wpłacasz na subkonto lub konto oszczędnościowe, z przeznaczeniem na konkretny cel (np. wakacje), bez względu na to, jak odległy w czasie od momentu uzyskania środków (tj. pieniądze z premii świątecznej, "trzynastki", zwrotu podatku...).

- jeśli to możliwe rozłóż w czasie niektóre wydarzenia, aby wydatki się nie kumulowały (np. przyspieszenie przeglądów, wcześniejsza wpłata za kurs językowy, kupowanie świątecznych ozdób czy odzieży zaraz po sezonie),

- zastanów się czy jednorazowe wpłaty możesz rozłożyć na raty i czy będzie się to opłacało - czasem warto nawet zapłacić więcej w perspektywie roku, ale nie tracić płynności finansowej i nie posiłkować się wysoko oprocentowanym kredytem konsumenckim.

- "nadpłacaj" stałe domowe opłaty, dla przykładu, jeśli stałe domowe opłaty w Twoim domu wynoszą 400 zł, to dokładając co miesiąc 35 zł nie odczujesz różnicy, ale po 11 miesiącach, 12 będzie gratis.


To na razie tyle.


Pozdrawiam


Frugalistka


środa, 07 października 2009

Czyli parę słów o tym, jak sami sobie podstawiamy nogę lub jak kto woli, o tym, jak trudno jest być konsekwentnym.Zawsze jakoś tak jest, że w teorii jesteśmy świetni - wiemy, co to cele, budżet, wiemy, że trzeba oszczędzać, myśleć o przyszłości i dobrodziejstwach procenta składanego (czy innych mądrych finansowych wynalazków...) ale jak przychodzi co do czego, to jedno małe niepowodzenie rujnuje nam precyzyjnie skonstruowane plany.

Oto 5 najpopularniejszych sytuacji, w których sami sabotujemy własne działania i jak sobie z nimi radzić.

1) Brak odpowiedniej perspektywy - traktujemy nasze codzienne drobne wydatki (jak np. codzienna gazeta, kawa z automatu czy batonik) jako nieistotne z punktu widzenia finansowego celu, jaki sobie postanowiliśmy. Nie widzimy związku małych kwot z wielkimi pieniędzmi, a cele wydają nam się odległe i nierealne więc myślami odsuwamy je na bliżej nieokreśloną przyszłość. I nawet jeśli na czymś oszczędzimy, nie odkładamy tych pieniędzy i przeciekają nam one przez place. Tymczasem, każda nawet najmniejsza kwota tak jak każdy krok, przybliża nas do celu. Sposobem na to jest stara dobra świnka skarbonka - jeśli uda nam się zaoszczędzić nawet drobną kwotę (niech to będą nawet grosze) nie wydawajmy jej już tego dnia. Cieszmy się tym sukcesem i pod koniec dnia wrzućmy zyskaną kwotę do skarbonki, a raz w miesiącu (rzadziej lub częściej) wpłaćmy tę okrągłą sumkę na konto.

2) Rezygnacja po pierwszej porażce - zbyt łatwo się zniechęcamy. Narzucamy sobie niezwykle ostrą dyscyplinę finansową, której najczęściej nie jesteśmy w stanie dotrzymać, a kiedy tylko polegniemy na pierwszej przeszkodzie (np.niespodziewanym wydatku) rezygnujemy z całego planu. Radą na to jest ustalanie w planie, jaki chcemy osiągnąć celów pośrednich (kwartalnych, miesięcznych czy nawet tygodniowych) i ich... korekta, jeśli okażą się nierealne - przy jednoczesnym utrzymaniu ogólnego celu (być może bardziej rozciągniętego w czasie).

3) Wydawanie jeszcze niezarobionych pieniędzy - ile razy zdarzyło się Wam rozgrzeszać z robionych zakupów nieśmiertelnymi zdaniami "przecież zaraz dostanę premię" czy "niedługo wpłynie zwrot z podatku" i kupowanie czegoś "a conto" pieniędzy, których jeszcze nie mamy. W takich sytuacjach zresztą wydajemy dużo więcej niż wynosi rzeczona kwota. Sposób na to jest prosty, ale wymaga uczciwości w wydatkowaniu, po prostu zakupy robimy za pieniądze, które już mamy.

4) Mylenie potrzeb z zachciankami - to chyba najtrudniejsza z przeszkód, które przed sobą stawiamy, bo w wielu przypadkach granica pomiędzy rzeczywistą potrzebą a kaprysem jest bardzo cienka i do tego zakupowe zachcianki bardzo często sami przed sobą tłumaczymy "przecież i tak tego potrzebuję", co nie do końca jest prawdą. Jak sobie z tym radzić - przed zakupem, który podejrzewamy o bycie kaprysem, zadajmy sobie pytanie (i uczciwie na nie odpowiedzmy): czy muszę kupić to DZISIAJ Jeśli odpowiedź brzmi TAK - widocznie tego potrzebujemy. Jeśli NIE -odczekajmy dzień, dwa - może po przemyśleniu ten zakup nie będzie już taki atrakcyjny.

5) Zwlekanie z podjęciem decyzji - strach przed podjęciem złej decyzji finansowej (wynikający często z naszej niewiedzy) powoduje, iż zwlekamy z jej podjęciem tak długo, aż praktycznie decyzje podejmują się same - okazje mijają, oferta staje się nieaktualna a my, tracimy pieniądze. Na ten strach najlepsza jest inwestycja w finansową edukację i ustalenie stałej "procedury" w takich przypadkach np. wyznaczania sobie stałego terminu na podjęcie decyzji np. że od momentu, kiedy zaświtał nam jakiś pomysł - w ciągu tygodnia (dwóch, jednego dnia itp., itd...) podejmujemy decyzję, a czas, który sobie daliśmy pożytkujemy na zdobywanie informacji ułatwiających jej podjęcie. I co najważniejsze, trzymamy się raz podjętej decyzji.


P.S. A jutro o tym, jak przygotować się do zimy, żeby nie zamarznąć finansowo. ;-))))))

wtorek, 06 października 2009

Jestem wielką fanką "marek własnych" różnorakich marketów i sieci. Zawsze byłam zdania, że bez sensu jest płacić dodatkowo za ładne pudełko i kampanię reklamową, tym bardziej, że większość tych produktów wytwarzana jest przez uznanych producentów. A poza tym, nie zauważałam różnicy w jakości ale za to zauważałam różnicę w cenie.
Tak więc namiętnie kupuję "bezmarkowe" środki chemiczne czy produkty spożywcze, również nabiał. Tymczasem dzisiaj natknęłam się na raport konsumencki, w którym stwierdzono, że co trzeci z  przetestowanych serków wiejskich różnych marek zawierał konserwanty chemiczne, mimo, że na opakowaniu nie było o tym ani słowa. Do tablicy wywołano między innymi takie "marki" jak "Páturages" (marka własna Intermarche) czy "Pilos" (marka własna Lidl-a) i to właśnie im oberwało się za wprowadzanie do produktów substancji, o których nie informowano klientów.

Znaczy - trzeba uważać. A biorąc pod uwagę, że "Pilos" ma wśród frugalistów sporo zwolenników ostrzegać.
Co niniejszym czynię.

Pozdrawiam,

Frugalistka


wtorek, 29 września 2009

"Chciwość jest dobra..." zwykł mawiać  makler Gordon Gekko fantastycznie zagrany przez Michaela Douglasa w filmie "Wall Street". Koniec końców w filmie Gekko dostał po łapach i okazało się, że wcale taka dobra nie jest a sprawiedliwość zwyciężyła, ale...
Czy w rzeczywistości czasem tak właśnie nie jest? Choćbyśmy nie wiem jak zaprzeczali (wszak nie wypada i porządni ludzie tak nie myślą...), to ten chochlik "żądzy pieniądza" gdzieś tam w nas tkwi i podpowiada, żeby zarobić jeszcze złotówkę, jeszcze grosik...
W tym miejscu przypomniała mi się rozmowa (bodajże z początków tego roku) z jedną z koleżanek z pracy - wraz z mężem za namową doradcy finansowego (ale jednak własną decyzją, trzeba o tym pamiętać) większość oszczędności zainwestowała w jednostki uczestnictwa funduszy inwestycyjnych. Włożyli w to 11 tys., był czas, że ich udziały były warte nawet 17 tysięcy, jednak chcieli trochę poczekać i nie realizowali zysków, potem przyszło załamanie i ich pieniądze stopniały do niewiele ponad połowy tego, co zainwestowali (ok. 6 tys), a oni rozgoryczeni powtarzali, że "nigdy więcej"!

Jak się w takim razie zorientować, że to już nie rozsądek ale emocje biorą górę nad naszym zachowaniem - i kiedy zrealizować zyski? Na wspominanym już przeze mnie  portalu NBP znalazłam regułę, która wydaje mi się być rozsądna.

1) Gdy osiągniesz 30 proc. zysku weź jedną trzecią.
2) Gdy dochodzisz do 50 proc., weź kolejna jedną trzecią.
3) Gdy pojawi się formacja świadcząca o odwróceniu trendu zrealizuj pozostałą część zysku.

Może warto zapamiętać?

Frugalistka

wtorek, 22 września 2009

...czyli trochę o tym, jak wykształcić w dziecku inteligencję finansową.

3 -4 lata

Graj z maluchem w różne gry przy użyciu monet. W sklepie pozwól mu samodzielnie wybrać pomiędzy dwoma rodzajami jakiegoś produktu i zapłacić przy kasie. Pokaż dziecku, gdzie pracujesz.

5-7 lat

Jeżeli zdecydujesz się dawać kieszonkowe, zrób to teraz, najlepiej w formie tygodniówki. Otwórz "bank mamy i taty" - przygotuj kilka skarbonek - jedną na wydatki, drugą opatrzoną procentem, na oszczędności. Ustal cele, na jakie dziecko chce przeznaczyć pieniądze; namawiaj na odkładanie drobnych sum na wymarzoną zabawkę. Rozmawiaj z pociechą na temat reklam, pokazuj, że nie zawsze składane przez nie obietnice są prawdziwe, ucz odróżniania potrzeb od zachcianek.

8-10 lat

Baw się z dzieckiem w budżetowanie, pokaż, czym jest przychód (kieszonkowe, zarobione samodzielnie pieniądze, prezenty), czym wydatki i oszczędności. W sklepie ucz dziecko porównywania cen, sprawdzania jakości produktów, poproś o stworzenie listy zakupów. Zorganizuj edukacyjną wycieczkę do banku, biura maklerskiego i innych instytucji finansowych. Graj z dzieckiem w gry takie jak "Monopol", "Biznes", "Cashflow", "Gra w życie".

11-14 lat

Angażuj dziecko w rodzinne dyskusje na temat tego, jak planować wydatki, co kupować i jak zaoszczędzić. Znajdź takie zadania, dzięki którym nastolatek będzie mógł zarobić pierwsze pieniądze poza kieszonkowym.

Na koniec małe wyjaśnienie - artykuł z którego korzystałam pisząc ten materiał jest autorstwa Magdy Klusek - Kołodkiewicz i ukazał się w kwietniowym numerze miesięcznika "Zwierciadło". Niestety, na razie nie dotarłam do tego artykułu w wersji elektronicznej - jak tylko mi się uda, natychmiast podlinkuję.

p.s. mówią, że bałagan jest zły - ale za to jakie skarby człowiek znajduje, na przykład gazety sprzed pół roku potrafią pokazać całkiem nowe oblicze... ;-))

poniedziałek, 21 września 2009

Nie ma jak rozpocząć tydzień MOCNYM akcentem, a co dopiero akcentem, który ma 40%... ;-)
Tak czy inaczej - zaczynamy wyskokowo! :-)) Mianowicie na stronie www.thedailygreen.com natknęłam się na temat może i kontrowersyjny ale zdecydowanie godny uwagi czyli inne - czasami dziwne - zastosowania wódki. Czyżby zatem miała ona dołączyć to panteonu gwiazd frugalistyki, gdzie prym wiodą ocet i soda oczyszczona? Zobaczmy...

Oto "zielone" (i oszczędne) pomysły na spożytkowanie tego trunku:

1)     Złagodzi swędzenie - polewanie wódką swędzących miejsc, po kontakcie ze szczypiącą rośliną lub po ugryzieniu owadów – podobno działa (jeśli ktoś zniesie zapach);

2)      Odświeży garderobę – spryskane wódką ubranie (najlepiej za pomocą spryskiwacza do kwiatów czy podobnego) i powieszone w przewiewnym miejscu zyskuje na świeżości po całodziennym noszeniu – wódka zabije bakterie odpowiedzialne za nieświeży zapach, sama pozostając bezwonna kiedy wyschnie. Ciekawe…

3)      Poleruje - użyj wódki do czyszczenia powierzchni chromowanych, ze szkła lub porcelany – namocz w wódce bawełnianą szmatkę i przetrzyj;

4)      Przedłuży życie kwiatów ciętych – dodaj parę kropel wódki i filiżankę cukru do wody w wazonie, powinno przedłużyć życie kwiatów o kilka dni. Zmieniaj miksturę na świeżą codziennie.

5)      Pomoże pozbyć się insektów – spryskaj paskudztwa, lub siebie, jeśli zamierzasz siedzieć w ogrodzie wieczorem. Wódka szybko paruje i nie w odróżnieniu od środków na komary, nie powinna podrażnić skóry.

6)      Wódka przyspiesza gojenie się lekkich poparzeń takich jak np. po spotkaniu z meduzą. Coś nie chce mi się w to wierzyć, ale skoro tak piszą…

7)      Pomoże "podkręcić" Twój szampon – wlej kieliszek wódki do butelki szamponu i zamieszaj – alkohol nada włosom niespodziewany połysk i jednocześnie pomoże w walce z łupieżem. Hmmm… Bardzo ciekawe.

8)      Pomoże pozbyć się pleśni – na pleśń wódka działa podobnie jak ocet, tyle tylko, że dużo szybciej paruje i krócej śmierdzi.

9)      Uleczy - zrób nalewkę – można ze wszystkiego, przekładowe przepisy są dostępne na wielu stronach w sieci. A działają czasami nawet jak lekarstwa.

10)  Złagodzi ból zęba – nie możesz wytrzymać, a wizyta u dentysty dopiero jutro? Wypij kieliszek wódki, zatrzymując w ustach wypłucz okolice bolącego zęba. Powinno je odkazić i złagodzić ból.

Hmm....



wtorek, 17 marca 2009
Przez media ostatnimi czasy przetoczyła się informacja (która swoją drogą była-cytując "klasyka" "oczywistą oczywistością" ;-))) o tym, że Polacy w dobie kryzysu... oszczędzają. ;-))) I zwracają większą uwagę na to, co wkładają do koszyka podczas zakupów. Dla rasowych frugalistów takie zachowanie jest raczej nawykiem i sprawa nie wartą większej wzmianki, ale...  Mimo wszystko warto przypomnieć najpopularniejsze triki, jakie stosują handlowcy, aby sprowadzić klienta na oszczędnościowe manowce. A wszystko przez to, że nie lubimy (nie chcemy?) na co dzień posługiwać się najprostszą matematyką...

- hasło "promocja" lub "posezonowa wyprzedaż" wcale nie musi oznaczać niższych cen;

- wyznaczanie ceny 9,99 zamiast 10 - kodujemy cenę niższą od 10, choć jest to jedynie grosz...Poza tym, końcówka z 9 utrudnia rzetelne porównanie cen - np. jeśli opakowanie towaru kosztuje 1,99 za 100g a 2,99 za 200g sklepom łatwiej  wzbudzić przekonanie, że opakowanie 100g kosztuje połowę ceny dużego, co jest ewidentną nieprawdą;

- 3 za 9,99, 2+1 gratis itp. - większość z nas widząc taką ofertę przypuszcza, że trzeba kupić aż 3 produkty aby uzyskać atrakcyjniejszą cenę, podczas gdy w większości przypadków można kupić 1 za cenę równie atrakcyjną (ale produkt bez zestawu z pewnością będzie umieszczony na mało dostępnej półce ;-)

- tańsze - lżejsze, choć w równie dużym opakowaniu - warto porównywać ceny w stosunki do jednostki miary (kilograma, litra...) może sie okazać, że to, co tańsze wcale takie nie jest;

- umieszczanie najdroższych produktów na półkach zlokalizowanych na wysokości oczu, a tańszy wysoko lub bardzo nisko;

- "supermarketowa" marszruta - aby kupić pieczywo (zakup codzienny) musisz przejść przez mnóstwo działów z produktami, o których kupnie myślisz jedynie od czasu do czasu (np.wyposażenie domu, dział ogrodniczy, dział ze sprzętem elektronicznym itd..)

- "zakupy ostatniej szansy" - część klientów daje się złapać w pułapkę "zakupowej okazji, która już więcej się nie powtórzy",powtórzy się, z pewnością... ;-))

- "drobnica" przy kasie - co prawda nie miałam w planach kupna żadnych słodyczy, ale ten batonik tak atrakcyjnie wygląda... ;-))


Trochę tego jest...
niedziela, 01 marca 2009
...które popełniają mądrzy ludzie, jeśli idzie o pieniądze.
Rzecz dotyczy wydanej w USA książki*, ale moim zdaniem warto pokrótce o nich napomknąć, tym bardziej, że pomimo "zagranicznego" rodowodu wydają się mi jakoś bliskie...

1. Liczenie w myślach - kiedy swój budżet prowadzisz jedynie w pamięci, potrafi umknąć wiele rzeczy, a to kawa z automatu, a to dokładna cena wczoraj kupionej bluzki - wszystkie one zebrane razem dają okrągłą sumkę, która rozeszła się nie wiadomo gdzie...

2.Strach przed stratą - większość z nas ma zakodowany strach przed stratą (ta sama suma stracona będzie dla nas dwukrotnie bardziej bolesna, niż identyczna zarobiona - radosna), co w połączeniu z innymi nawykami daje nam finansową bierność, a w ostatecznym rezultacie - stratę.

3.Usprawiedliwianie poprzednich kosztów - nawyk myślowy, który każe nam rozpatrywać koszty poniesione w przeszłości w odniesieniu do przyszłych wydarzeń, np.postrzeganie kupna drogiej, eleganckiej (i niepotrzebnej) sukienki przez pryzmat odległych uroczystości, na które ją założymy (choć, jak przyjdzie co do czego, to prawdopodobnie będziemy i tak szukać innej)

4. Niezdecydowanie - tu rzecz ma się podobnie, jak w przypadku strachu przed stratą, odwlekamy podjęcie decyzji w czasie, tak długo, aż przestaje się nam to opłacać. Rzecz ma odniesienie nie tylko w stosunku do dużych inwestycji, ale również do codziennego zarządzania finansami np. zmiany ror-u na tańszy.

5. "Kotwice" - uczepianie się fragmentu informacji, zamiast rzetelnego zbadania "za" i "przeciw", opieranie się na stereotypach.


*"Why Smart People Make Big Money Mistakes" - and How to Correct Them
Gary Belsky i Thomas Gilovich

 
1 , 2
blogi