przyjemności oszczędności -
poniedziałek, 28 września 2009

Ponieważ dzisiaj jestem w wyjątkowym "niedoczasie" (chyba będę się musiała zainteresować jakimiś zajęciami z jego zarządzania ...), a chciałabym zamieścić  notkę (realizując moje mocne postanowienie, że TERAZ to już będę pisać... ;-))) więc wyręczę się LIDL-em i jego ofertą, którą znalazłam w dzisiejszym e-mailu.

Otóż, od 5 października w tym sklepie oferta, pod miłym dla frugalistycznego ucha tytułem "Oszczędzamy energię", co oznacza, że w ramach tej akcji będzie można nabyć m.in. uszczelki do drzwi, żarówki energooszczędne i perlatory wody (tych jestem zdecydowaną zwolenniczką ;-))

Szczegóły można znaleźć

TUTAJ


Oczywiście, jak z każdą promocją, tak i tutaj zalecana jest ostrożność, czasem bowiem zdarza się, że ten sam produkt w innym miejscu (np.hipermarkecie budowlanym) można nabyć taniej i bez specjalnej promocji na to akcesorium (o czym pisząca te słowa, raz czy dwa się - niestety - przekonała...).


P.S.Zainteresowanym polecam zapisanie się na newsletter na stronie internetowej sklepu. Jest to o tyle wygodne, że zawsze można zawczasu przejrzeć ofertę i dokonać wyboru. Namiary na różne rodzaje sklepowych "gazetek"  znajdziecie tutaj


niedziela, 27 września 2009

Ha! Niedzielny przegląd sieci pod kątem tego, co można przyjemnie sobie poczytać, chyba zaczyna mi wchodzić w krew... ;-))

Tym samym, mój jednorazowy "wybryk" z zeszłego tygodnia będzie miał swój ciąg dalszy!


A oto, co mi wpadło w oko w tym tygodniu:

- przede wszystkim artykuł Witolda Gadomskiego o tym, jak kryzys zmienia podejście do, wydawałoby się wcześniej nienaruszalnych praw ekonomii - czyli zalecenia na trudne czasy

Poza tym jak już o kryzysie mowa to,

jak sobie radzić z tym, że nas na coś nie stać, a od strony bardziej psychologicznej

o postrzeganiu pieniędzy.


No i na koniec dwie sprawy, z których jedna mnie zbulwersowała - bowiem jest pomysł na opodatkowanie pomocy sąsiedzkiej (!!!!), a druga rozbawiła - bo ciąg przyczynowo - skutkowy przedstawiony w artykule wydaje mi się być, przynajmniej, lekko naciągany...


Przyjemnej lektury!

piątek, 25 września 2009

Wczoraj wybrałam się na od dawna odwlekane babskie spotkanie (kino+kawa, ploteczki gratis...). Było bardzo miło, do momentu, kiedy rozmowa zdryfowała na temat pieniędzy i ich "związku ze związkiem".
Starły się (i to bardzo mocno) ze sobą dwie frakcje: zwolenniczek pełnej wspólnoty (konta, pieniędzy, majątku) i fanek oddzielnych kont i własnych "zaskórniaków".  I rozmowa zrobiła się bardzo nieprzyjemna, oj bardzo...

Zwolenniczkom oddzielnych kont, jak również podziału na to, za co kto płaci (np. ja za mieszkanie, ty za żywność itp., itd...) zarzucano brak wzajemnego zaufania w związku, podejrzliwość i zakładano ich szybki rozpad (związku, nie zwolenniczek rzecz jasna...). Natomiast wyznawczyniom wspólnoty oberwało się, za brak myślenia o przyszłości (a jak się rozwiedziecie, z czego będziesz żyć?), naiwność i traktowanie małżonków jak dużych dzieci (to w tym przypadku, kiedy żony trzymają kasę i wydzielają mężowi swoiste "kieszonkowe").
Kurczę, no niefajnie było...

Jedna z dziewczyn, tak dla rozładowania atmosfery, rzuciła tekstem, który miał być zabawny, ale bardzo mnie zastanowił, mianowicie, że "kiedyś kobieta ukrywała tylko swój wiek, potem wiek i wagę, a teraz ukrywa jeszcze swój pin do karty..." Miało być zabawnie, wyszło - moim zdaniem - nieco smutnie...

No więc jak to jest? Czy w małżeństwie (związku) możliwe są tylko dwie opcje: albo wszystko wspólne, albo wszystko oddzielne?  Gdzie miejsce na rozmowę i wspólne finansowe decyzje - z których jedna może być np. taka, że konta mamy oddzielne? Czy wspólne konto jest bezwzględnym przepisem na małżeńskie szczęście, a np. rozdzielność majątkowa pierwszym krokiem do rozwodu?
Czy ja tu po prostu czegoś nie rozumiem?...
 
Pozdrawiam,

Frugalistka

środa, 23 września 2009

Odebrałam dzisiaj przesyłkę, a w niej prześliczną szarą torebkę z mojego ukochanego sklepu on-line... Po chwili zachwytów (no przyznam, dłuższej chwili...) pojawił się klasyczny pozakupowy kac i wyrzuty sumienia... Czy mnie aby na to stać? A co z moim oszczędzaniem i szczytnymi celami? Tłumaczenie samej sobie, że zasłużyłam i przecież mnie też się coś od życia należy, brzmiały, przyznacie, z lekka, naciąganie...

Skalę mojego samobiczowania podkręcił jeszcze artykuł w zaległym "Zwierciadle" (o którego to odnalezieniu pisałam wczoraj). Generalną tezą tego artykułu było, że im więcej posiadamy, im więcej mamy rzeczy, tym mniej tak naprawdę mamy:wolności, bezpieczeństwa, czasu...
Może coś w tym jest...
Co nie oznacza, że pochwalam ascezę... :-) Ale jednak kupowanie to samonapędzający się mechanizm - kupię nową parę butów, dokupię środki do ich konserwacji, może torebkę, może rękawiczki - gdzieś je wszystkie będę musiała zmieścić więc może większa szafa lub komoda? itd... itd... itd...

To wszystko oznacza ni mnie ni więcej, że będę musiała trzymać się w ryzach i poważnie ze sobą (!!! ;-)))) porozmawiać, a najlepiej przed zakupami zadać sobie pytania polecane przez Get rich slowly

- Czy mnie na to stać? - odpowiedź nie zamyka sprawę, ale jeśli tak, to...
- Czy tego potrzebuję? -  jeśli tak, to przechodzimy do następnego pytania, jeśli nie - trudno (choć wydaje mi się, że uczciwa odpowiedź na to pytanie będzie najtrudniejsza, przecież zawsze można znaleźć jakieś usprawiedliwienie).
- Czy mogę kupić to taniej? - jeśli nie - rozważ zakup, jeśli tak to..
- Czy wersja tańsza zachowuje jakość? - jeśli tak - tym bardziej to ona powinna zostać zakupiona. Jeśli nie to...
- Czy jakość w tym konkretnym zakupie jest ważna? - wszak różne robimy zakupy i wartość jakości w przypadku zakupu ścierek do kurzu i w przypadku np. samochodu, będzie znacząco różna. Tak więc - jeśli jakość w przypadku rozważanego przez Ciebie zakupu jest ważna - kup produkt droższy, jeśli nie - tańszy.

Chyba będę musiała się tego nauczyć...



wtorek, 22 września 2009

...czyli trochę o tym, jak wykształcić w dziecku inteligencję finansową.

3 -4 lata

Graj z maluchem w różne gry przy użyciu monet. W sklepie pozwól mu samodzielnie wybrać pomiędzy dwoma rodzajami jakiegoś produktu i zapłacić przy kasie. Pokaż dziecku, gdzie pracujesz.

5-7 lat

Jeżeli zdecydujesz się dawać kieszonkowe, zrób to teraz, najlepiej w formie tygodniówki. Otwórz "bank mamy i taty" - przygotuj kilka skarbonek - jedną na wydatki, drugą opatrzoną procentem, na oszczędności. Ustal cele, na jakie dziecko chce przeznaczyć pieniądze; namawiaj na odkładanie drobnych sum na wymarzoną zabawkę. Rozmawiaj z pociechą na temat reklam, pokazuj, że nie zawsze składane przez nie obietnice są prawdziwe, ucz odróżniania potrzeb od zachcianek.

8-10 lat

Baw się z dzieckiem w budżetowanie, pokaż, czym jest przychód (kieszonkowe, zarobione samodzielnie pieniądze, prezenty), czym wydatki i oszczędności. W sklepie ucz dziecko porównywania cen, sprawdzania jakości produktów, poproś o stworzenie listy zakupów. Zorganizuj edukacyjną wycieczkę do banku, biura maklerskiego i innych instytucji finansowych. Graj z dzieckiem w gry takie jak "Monopol", "Biznes", "Cashflow", "Gra w życie".

11-14 lat

Angażuj dziecko w rodzinne dyskusje na temat tego, jak planować wydatki, co kupować i jak zaoszczędzić. Znajdź takie zadania, dzięki którym nastolatek będzie mógł zarobić pierwsze pieniądze poza kieszonkowym.

Na koniec małe wyjaśnienie - artykuł z którego korzystałam pisząc ten materiał jest autorstwa Magdy Klusek - Kołodkiewicz i ukazał się w kwietniowym numerze miesięcznika "Zwierciadło". Niestety, na razie nie dotarłam do tego artykułu w wersji elektronicznej - jak tylko mi się uda, natychmiast podlinkuję.

p.s. mówią, że bałagan jest zły - ale za to jakie skarby człowiek znajduje, na przykład gazety sprzed pół roku potrafią pokazać całkiem nowe oblicze... ;-))

poniedziałek, 21 września 2009

Nie ma jak rozpocząć tydzień MOCNYM akcentem, a co dopiero akcentem, który ma 40%... ;-)
Tak czy inaczej - zaczynamy wyskokowo! :-)) Mianowicie na stronie www.thedailygreen.com natknęłam się na temat może i kontrowersyjny ale zdecydowanie godny uwagi czyli inne - czasami dziwne - zastosowania wódki. Czyżby zatem miała ona dołączyć to panteonu gwiazd frugalistyki, gdzie prym wiodą ocet i soda oczyszczona? Zobaczmy...

Oto "zielone" (i oszczędne) pomysły na spożytkowanie tego trunku:

1)     Złagodzi swędzenie - polewanie wódką swędzących miejsc, po kontakcie ze szczypiącą rośliną lub po ugryzieniu owadów – podobno działa (jeśli ktoś zniesie zapach);

2)      Odświeży garderobę – spryskane wódką ubranie (najlepiej za pomocą spryskiwacza do kwiatów czy podobnego) i powieszone w przewiewnym miejscu zyskuje na świeżości po całodziennym noszeniu – wódka zabije bakterie odpowiedzialne za nieświeży zapach, sama pozostając bezwonna kiedy wyschnie. Ciekawe…

3)      Poleruje - użyj wódki do czyszczenia powierzchni chromowanych, ze szkła lub porcelany – namocz w wódce bawełnianą szmatkę i przetrzyj;

4)      Przedłuży życie kwiatów ciętych – dodaj parę kropel wódki i filiżankę cukru do wody w wazonie, powinno przedłużyć życie kwiatów o kilka dni. Zmieniaj miksturę na świeżą codziennie.

5)      Pomoże pozbyć się insektów – spryskaj paskudztwa, lub siebie, jeśli zamierzasz siedzieć w ogrodzie wieczorem. Wódka szybko paruje i nie w odróżnieniu od środków na komary, nie powinna podrażnić skóry.

6)      Wódka przyspiesza gojenie się lekkich poparzeń takich jak np. po spotkaniu z meduzą. Coś nie chce mi się w to wierzyć, ale skoro tak piszą…

7)      Pomoże "podkręcić" Twój szampon – wlej kieliszek wódki do butelki szamponu i zamieszaj – alkohol nada włosom niespodziewany połysk i jednocześnie pomoże w walce z łupieżem. Hmmm… Bardzo ciekawe.

8)      Pomoże pozbyć się pleśni – na pleśń wódka działa podobnie jak ocet, tyle tylko, że dużo szybciej paruje i krócej śmierdzi.

9)      Uleczy - zrób nalewkę – można ze wszystkiego, przekładowe przepisy są dostępne na wielu stronach w sieci. A działają czasami nawet jak lekarstwa.

10)  Złagodzi ból zęba – nie możesz wytrzymać, a wizyta u dentysty dopiero jutro? Wypij kieliszek wódki, zatrzymując w ustach wypłucz okolice bolącego zęba. Powinno je odkazić i złagodzić ból.

Hmm....



niedziela, 20 września 2009

Nawet w niedzielę, Frugalistka nie odpoczywa - Frugalistka czuwa! :-)) Co prawda przytłoczona wizytą w lesie (to z pewnością szok tlenowy...) nie mam specjalnych sił, ale poszperać w sieci - zawsze!

Zatem dzisiaj inauguruję nowy cykl "Przegląd" - czyli przyglądanie się ciekawym, w mojej ocenie, materiałom znalezionym w internecie. Przyznam szczerze - pomysł znowu ściągnęłam od nieocenionej Frugal Duchess, która takie top-listy tworzy dosyć często. Ale przecież naśladownictwo największym komplementem, prawda?

Oto, co ostatnio wpadło mi w oko:

Przede wszystkim dwa fajne wpisy dotyczące zarządzania domowym budżetem, jeden Frugala, który nieprzekonanym udowadnia, że prowadzenie domowego budżetu, nie dość, że nie jest straszne, to jeszcze pożyteczne. Drugi zamieszczony w blogu Kuźnia sukcesu, na który trafiłam dopiero ostatnio, mówiący o utrzymaniu porządku w domowych finansach.

Bardzo ciekawy wpis znalazłam na blogu Finanse domowe, a dotyczy on etapów naszego finansowego życia. Zdecydowanie pod rozwagę.

I ostatni z polecanych przeze mnie wpisów, tym razem zamieszczony na blogu oszczędzanie pieniędzy, który dotyczy słynnego już "efektu latte" zwanego po polsku "efektem małej czarnej", czyli wyciekania pieniędzy poprzez praktycznie niezauważalne małe (ale za to codzienne!) wydatki. Co prawda już wcześniej o tym pisałam, m.in. tutaj i tutaj, ale było to dawno, więc chyba warto przypomnieć.


Miłej lektury!

Frugalistka

sobota, 19 września 2009

Dzisiejszego posta piszę, jak na mnie, bardzo wczesną porą... ;-)
A z tego to powodu mianowicie, że podbudowani aurą za oknem (za chińskiego boga nieprzypominającą jesieni...) przy śniadaniu stwierdziliśmy, że fajnie by było złapać ostatnie promienie słońca i nacieszyć się resztkami lata na "świeżym powietrzu" - piszę "świeżym" w cudzysłowie, bo w przypadku dużego miasta, jest to teza, powiedzmy, kontrowersyjna...

O ile z planem na dzień jutrzejszy nie mieliśmy żadnych problemów - podłączymy się do znajomych jadących na grzyby (o matko! jeśli coś znajdziemy, to potem będę musiała to obrać!... ;-)), o tyle dzień dzisiejszy przysporzył nam, hmm... tematów do śniadaniowej dyskusji.
I to nie z braku pomysłów - a raczej z ich nadmiaru i odwiecznej (głównie mojej) walki o to, aby te pomysły nie zrujnowały nam budżetu - całodniowa wyprawa do innego miasta czy wypad na (szczerze przeze mnie znienawidzone) pole paintbolowe, mogłyby go poważnie nadwyrężyć.

Oto na czym stanęło:
- najpierw wybierzemy się na (proszę się nie śmiać...) Dzień otwartych koszar, aby napawać się podmuchem historii...
- ale za to później, zabierając ze sobą termos z kawą i kanapki, udamy się na piknik do... ogrodu botanicznego. A co!

A tak swoją drogą, robiąc rozeznanie w internecie, co do oferty, uderzyło mnie, że aktualnie dzieje się naprawdę bardzo dużo i co najważniejsze, najczęściej są to imprezy bezpłatne, na które warto zabrać cała rodzinę, a kosztowne atrakcje zostawić na jesienną pluchę...

Co Wy na to?


piątek, 18 września 2009

… podczas zakupów. Dla większości z Was nie będzie to żadna nowość, ale zawsze przyda się przypomnienie.


1)      Gotówka – na zakupy wybieraj się z gotówką, karty wszelkiego rodzaju zostaw w domu – wydasz mniej.

2)      Zrób listę zakupów – i jej się trzymaj (może nie kurczowo), szczególnie jeśli znasz sklep, ułóż ją w takiej kolejności, która umożliwi Ci prosty marsz, bez zbędnego zbaczania w „niebezpieczne alejki”

3)      Rabaty – wybierając sklep, bierz również pod uwagę, czy robiąc w nim zakupy możesz uzyskać (a jeśli tak to pod jakimi warunkami) rabat. Większość sklepów ma swoje karty lojalnościowe, które uprawniają do zniżek. Ale trzeba jednak pamiętać, że kartą przetargową w tym handlu są nasze dane osobowe. Nie zawsze warto je ujawniać.

4)      Nigdy nie rób zakupów będąc głodnym – naukowcy wielokrotnie dowiedli – kupisz więcej i do tego więcej niepotrzebnych rzeczy;

5)      Kalkulator – jeśli masz taką możliwość (i malutki kalkulator, lub chociaż ten w komórce) przelicz rzeczywistą cenę towaru oferowanego w promocji. Często produkt promocyjny ma większe opakowanie ale mniejszą wagę, przez co per saldo wychodzi drożej.

6)      Miej przy sobie zdjęcia rodziny lub celu na jaki oszczędzasz pieniądze – noś je w portfelu, w momencie kiedy będziesz musiała zapłacić, być może ręka Ci zadrży… J J

7)      Odczekaj – jeśli najdzie Cię na kupienie produktu, który nie jest Ci niezbędny do szczęścia, ale już zadomowił się w Twoim koszyku – odłóż go na półkę i daj sobie czas na przemyślenie – dokończ zakupy, może wtedy już nie będzie tak niezbędny.

czwartek, 17 września 2009

Ha! Założę się, że spora część z Was widząc ten tytuł, przynajmniej znacząco uniosła brew…  Gwiazdka? W połowie września?! Ale – w tym szaleństwie jest metoda! Wspominałam Wam już kiedyś o oszczędzaniu metodą słoikową czyli wrzucaniu codziennie określonej kwoty do skarbonki w ramach tzw. funduszu prezentowego (czy też funduszu na całkiem inne okazje). To naprawdę zdaje egzamin, nawet jeśli nie jest się na tyle skrupulatnym, by wrzucać drobniaki codziennie, a jedynie parę dni w tygodniu.

 

Co prawda, dużo bardziej spektakularnie byłoby zacząć odliczanie parę dni wcześniej na 100 dni przed Wigilią, ale 96 to przecież też dobra liczba, prawda?

Bo przecież, codziennie wrzucona złotówka da nam przed świętami 96 zł ekstra, dwa złote – 192, a „piątak” aż 480 zł! Trzeba przyznać, że to spora suma, którą znacząco może  wpłynąć na świąteczny hmm… nastrój. A przecież nie wymaga specjalnego wysiłku – więc „drobniakowe” odliczanie czas zacząć!

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14
blogi