przyjemności oszczędności -
wtorek, 19 sierpnia 2008
 

Poszperałam trochę sieci i ku memu ogromnemu zdumieniu okazało się, że moje „duperelne” wydatki mają nawet opatentowaną nazwę - „latte effect”.

 

http://www.usatoday.com/money/perfi/basics/2005-04-14-financial-diet-little-things_x.htm


A ja myślałam, że taka mądra sama z siebie jestem, he, he, he.

poniedziałek, 18 sierpnia 2008

 

Wszystkie strony, blogi i inne dzieła na temat oszczędzania zaczynają od jednego: najpierw sprawdź ILE i NA CO wydajesz. Bo może się przez przypadek okazać, że codzienne wyjście „na dymka” w pracy czy batonik w bufecie pozbawia Cię wakacji na Malediwach i to w opcji all inclusive, ;-)

Stwierdziłam, że będę twarda i zacznę notować wydatki od poniedziałku.

7:00 zaczynamy

7.58 gazeta w kiosku – 1,50 zł, 3x saszetki kawy „2w 1” - 1,80, jeszcze tylko śniadanko jogurcik i drożdżówka w barku – 2,80.

Jest źle – jeszcze nie zaczęłam pracować, a już wydałam 6,10, a dzisiaj to jest całkiem „skromny” dzień – nie ma żadnych interesujących dodatków do gazet, nie jestem specjalnie głodna (wyjątkowo zdążyłam zjeść śniadanie przed wyjściem). Kurczę! Jak tak sobie porachuję, to moje codzienne „duperelne” wydatki czasem przekraczają nawet 10 zł

To daje lekko licząc (52 tyg x 5 dni pracy = 260 – 26 dni urlopu = 234 – 8 święta wypadające w zwykłe dni = 226 – ok 10 dni łącznie zwolnień lekarskich = 216) 216 x 6,10 = 1 317,60 rocznie, a jeśli uwzględnię „dodatki nadzwyczajne” dajmy na to w ¼ przypadków, to daje ... 1 528,20 zł rocznie.

Za to (albo niewiele dokładając) da się kupić wakacje w Tunezji czy innym Egipcie...

[załamanie]

[załamanie trwa]

Pogadałam z koleżankami z pracy i na szczęście one też tak mają...

Ale od jutra mocne postanowienie poprawy: słoik z kawą i kanapki, bo z gazetki na razie nie zrezygnuję... ;-)

 

 Założenie bloga jest proste. Przynajmniej tak mówią. ;-) Dużo trudniej powiedzieć po co właściwie się go zakłada. Może:
  1. ma sie ekshibicjonistyczną naturę i giga- mega ciekawe wnętrze, więc grzechem byłoby się nie podzielić ;-)

  2. jest się specjalistą w jakiejś dziedzinie i uważa dawanie rad innym za szczególnie inspirujące ;-)

  3. wszyscy mają więc nie mogę być gorszy(a)

  4. żadne z powyższych

No więc mnie dotyczy chyba ten ostatni punkcik. Śledząc fora internetowe np. takie jako to:   http://forum.gazeta.pl/forum/71,1html?f=20012,  śmigając po internecie czy tak jak ostatnio tocząc zażartą dyskusję (pozdrawiam Karolinko!!) o wyższości kupowania za gotówkę nad kupowaniem na raty, uświadomiłam sobie, że generalnie nawet gdybym chciała wcielić w życie te wszystkie mądre rady w życie, to i tak już połowy nie pamiętam. I kurczę, dobrze by było gdzieś to sobie wszystko zapisać i najlepiej w jednym miejscu. Może tu?

Zapraszam serdecznie! :-))

Dość tego przydługawego wstępu! Do dzieła!

p.s. Frugalista (-istka), frugalistyka – mój osobisty potworek słowny pożyczony z angielskiego (frugallity – oszczędność, skromność, umiarkowanie), z braku odpowiedniego polskiego słowa, bo oszczędny wydaje mi się, leży zbyt blisko skąpca....

1 ... 11 , 12 , 13 , 14
 
blogi