przyjemności oszczędności -
niedziela, 14 marca 2010
W sobotę, niepomna aury za oknem (a może nawet bardziej jej na przekór) ogłosiłam oficjalnie początek wiosennych porządków. Może nieco za wcześnie - ale przecież jakoś tę wiosnę sprowokować trzeba.
I tak po całym dniu robienia przeglądu szafek, wynoszenia worków ze śmieciami wciskania na pawlacz niektórych ciuchów (20 stopniowe mrozy nie wrócą... prawda?... ;-)) nadszedł czas na porządki w finansach to znaczy wpisanie danych z paragonów na parapecie, których zdążyła się już zgromadzić cała sterta.

Ciągłe moje oswajanie się z nową rolą i związany z tym brak czasu (wiadomo nadgorliwość neofity), sprawiły, iż zaniedbałam nieco codzienny zwyczaj zapisywania i monitorowania naszych wydatków, co zemściło się z całą swoją mocą.
Otóż... Okazało się, że awans dużo mnie kosztował - i to dosłownie. Nowe stanowisko wiązało sie oprócz nie kwestionowanych bonusów również rozlicznymi wydatkami np. tak banalnymi jak wymiana części garderoby.
No i (trochę wstyd się przyznać) po pierwszej wypłacie, niepomna posiadanej wiedzy, złapałam się na na schemat "więcej zarabiasz - więcej wydajesz".
To taka przyjemna, mile łechcząca myśl MOGĘ to kupić.. I niestety zbyt często jej ulegałam. A to zakupy w empiku, a to buty będą mi pasować do kostiumu, a to kolejny obiad "na mieście". I koniec końców podsumowanie miesiąca nie wypadło pod kreską. Nie ma co, niezbyt przyjemne otrzeźwienie. Ale jak widać potrzebne.
Znaczy - trzeba zachowywać rewolucyjną czujność! ;-))
wtorek, 23 lutego 2010
Co prawda Nowy Rok już jakiś czas za nami, więc czas na noworoczne postanowienia jakby trochę się kończył, ale... Korzystając z tego, że całkiem niedawno obchodzono Chiński Nowy Rok, postanowiłam nadrobić zaległości i wypunktować sobie sprawy, o których przez cały 2010 rok powinnam pamiętać.
Może nie są one specjalnie odkrywcze, ale moje doświadczenie podpowiada mi, że o takich w natłoku zdarzeń najłatwiej zapomnieć, więc...


Po pierwsze: Myśl
Myślenie nie boli i zasadniczo nic nie kosztuje, a bezmyślność jest zazwyczaj bardzo bolesna dla portfela. Mam zamiar w tym roku rozważniej podchodzić do zakupów, szczególnie tych impulsowych, drobnych, które w efekcie zbierają się na całkiem poważne kwoty. Co więcej zamierzam kwstionować wszystko (no dobra, większość...) co usłyszę o finansach (szczególnie w reklamach czy artykułach prasowych, które coraz częściej bywają delikatnie powiedziawszy..."sponsorowane"), a szczególnie o nowych produktach finansowych, do momentu kiedy nie dowiem się o nich wszystkiego co możliwe i nie przeczytam tego co napisano "drobnym drukiem".

Po drugie: Zorganizuj się
Dla mnie to oznacza 3 sprawy. Zrobienie porzadku w domowej dokumentacji, nie tylko finansowej. Pomimo prób zapanowania nad nią, rozrasta się do niebotycznych rozmiarów - czas ją okiełznać. Jeśli w trakcie tych porządków stwierdzę jakieś braki czy niejasności - w tym roku jest czas, aby to wyjaśnić. I ostatnia rzecz- powpisuję do kalendarza (a także przypominacza w komórce) wszystkie ważne terminy i to zarówno finansowe (np. termin złożenia zeznania podatkowego) jak i całkiem zwyczajne (imieniny czy urodziny) - wpiszę je również na przynajmniej 10 dni wcześniej - zaoszczędzi mi to czasu, nerwów i... pieniędzy.

Po trzecie: Licz
Rutyna największym wrogiem portfela. Pomimo tego, że jak mówią, przyzwyczajenie drugą naturą człowieka, tym razem mam zamiar, mu nie ulec i twardo kalkulować czy to koszty obsługi bankowej, ofertę telewizji kablowej czy zwyczajne codzienne zakupy.

Po czwarte: Masz od tego ludzi
Co oznacza między innymi, że sporo rzeczy da się zautomatyzować i zamierzam z tego korzystać. Jeśli się da comiesięczne płatności mam zamiar regulować wg stałego polecenia zapłaty, tym bardziej, że koszt jest symboliczny a oszczędność czasu-wielka. Do tego rozważę zlecanie niektórych prac: godzina mojej konkretnie kosztuje, moje zdrowie i wypoczynek (a w tym przypadku jego brak) również - być może zlecenie niektórych domowych obowiązków per saldo wyjdzie taniej?

Po piąte: Spodziewaj się spodziewanego
...czyli prezentów świątecznych, urodzinowych czy innych okazji, napraw w domu, sezonowych zakupów odzieży czy też opłat za ubezpieczenie, a także wakacji. Skoro wiem o nich już teraz, mogę je zaplanować - czy to w ramach "funduszu słoikowego" czy klasycznego zasilania mojego konta oszczędnościowego o odpowiednio zwiększoną kwotę. Mam zamiar w tym roku nie dać się zaskoczyć przez tego typu "spodziewajki".


Po szóste: Spodziewaj się niespodziewanego
Trochę odwrotność powyższego, ale działania te same. Czas na zbudowanie solidnej poduszki finansowej na nieprzewidziane wydatki, żeby nie kombinować, kiedy stanie się coś niespodziewanego. I może (trochę w ramach zaklinania rzeczywistości) wtedy nic takiego się nie stanie?....


pozdrawiam,

Frugalistka

sobota, 20 lutego 2010
Mając na uwadze świeżo rozpoczęty weekend i nieco nadrabiając zaległości - dzisiaj mały teścik na  "finansowe IQ", który wygrzebałam na niezawodnym WISEBREAD. Choć poruszane kwestie mogą wydawać się czasem banalne, zaręczam, że można się zdziwić.... ;-)

Zatem, do dzieła!

1.Duże wydatki np. remonty, wydatki sezonowe (OC, zakupy świątecznych prezentów) planuję z wyprzedzeniem.

2.Co miesiąc z pensji odkładam część pieniędzy na duże wydatki roczne (j.w) lub kwartalne.

3.Zapisuję wszystkie moje wydatki.

4.Przed utworzeniem mojego budżetu monitorowałam(em) moje wydatki przez kilka miesięcy.

5.Monitoruję założenia mojego budżetu i modyfikuję w razie potrzeby.

6.Mój plan oszczędzania (wysokość środków jakie na oszczędności przeznaczę) jest częścią wydatków w moim planie budżetu.

7.Wszystkie środki dodatkowe (premie, zwrot z podatku...) idą bezpośrednio na konto oszczędnościowe.

8.Prezenty i datki na cele charytatywne uwzględniam są uwzględnione w moim budżecie.

9.Jeśli przewiduję, że przekroczę moje planowane wydatki w jednej z kategorii w moim budżecie, staram się zaoszczędzić je w innej.

10.Mam zaoszczędzone pieniądze na poduszkę finansową (po prostu mam "zaskórniaki").

11.Mam rezerwę w budżecie na nieprzewidziane wydatki.

12.Prezenty świąteczne czy urodzinowe nie stanowią katastrofy dla mojego budżetu.

13.Wiem, ile pieniędzy potrzebuję na życie miesięcznie/rocznie.

14.Panuję nad moimi wydatkami (np. nad kartą kredytową) tak, aby nie przekroczyć limitu.

15.Potrafię policzyć wszystkie moje wydatki.

16.Nie żyję ponad stan.

17.Nie używam mojej karty kredytowej, jeśli nie wiem, czy będę w stanie spłacić zadłużenie w wymaganym okresie.

18.Płacę wszystkie moje rachunki na czas.

19.Moje dochody są większe niż moje wydatki.

20.Nie pozwalam wywierać na siebie presji (np. przez rodzinę i znajomych) aby wydawać pieniądze, których nie mam.

21.Nie kupuję produktów luksusowych nawet na wyprzedażach, chyba, że ich zakup został przeze mnie ujęty w budżecie.

22.Patrzę na mój budżet, jak na sposób, w jaki mogę się dowiedzieć, na co mnie stać, a na co nie.

23.Mam określony cel finansowy, o którym pamiętam (np. szybsze spłacenie kredytu, wakacje).

24.Mam w budżecie ujęte małe nagrody za wytrwałość.

25.Wszyscy w mojej rodzinie uczestniczą w tworzeniu budżetu.

Za każdą odpowiedź TAK - 4 punkty, NIE - 0, Nie wiem/nie jestem pewien - 2.

0-35 punktów
Jeśli w ogóle prowadzisz budżet (sposób kontroli wydatków), chyba się zgodzisz, że nie działa. Może nawet z lekka panujesz nad wydatkami miesięcznymi, ale każdy niezaplanowany koszt wywraca Twój budżet do góry nogami. Możesz również po prostu nie zdawać sobie sprawy, z tego, jakimi pieniędzmi obracasz i co z nimi możesz zrobić. Musisz zwrócić większą uwagę na swoje wydatki i urealnić swoje wyobrażenia o własnych przychodach i rozchodach.

36-70 punktów
Prawdopodobnie jesteś już po pierwszych próbach budżetowania, jednak niekoniecznie efektywnych i przy okazji nie do końca zdajesz sobie sprawę, co tak naprawdę idzie źle. Nie bądź dla siebie zbyt surowy - budżetowanie wymaga wiele dyscypliny, uwagi i drobiazgowości, a to nie jest łatwe dla każdego. Staraj się dokształcać i wyciągać wnioski z własnych finansowych wpadek.

71-100 punktów
Chociaż zawsze można jeszcze coś poprawić, Ty masz już opracowany system, który jest skuteczny. Sprawdź jeszcze raz miejsca, w których padła odpowiedź NIE lub NIE WIEM, żeby zobaczyć, nad czym trzeba popracować. Ale i tak, pamiętaj, jesteś wyjątkowy - należysz do garstki ludzi, którzy efektywnie  zarządzają swoim budżetem. Gratulacje!


p.s. mój wynik - 54...
wtorek, 16 lutego 2010
Wreszcie zebrałam się w sobie i poukładałam to i owo, a teraz zwarta i gotowa ruszam do dalszego blogowania! Dziękuję jednocześnie tym, którzy pomimo mojej nieobecności zaglądali na strony frugalistki - było mi bardzo miło! :-))

Zabierając się do mojego powrotu, pomyślałam sobie, że tak właściwie, to nie rozliczyłam się z moich "zeszłorocznych - noworocznych" postanowień, więc dzisiaj, tak trochę w ramach nowego początku nadrabiam zaległości

1. "Założę konto oszczędnościowe" - trochę się ociągałam marudząc z wyborem, ale w końcu stało się - i mam. Ustaliłam zlecenie stałe na koncie, na które wpływa moja pensja i powolutku coś niecoś kumuluję.

2."Aktywuję polecenie zlecenia stałego przelewu na to konto 10% moich dochodów już w dniu wypłaty" - no, to trochę nie wypaliło, z przyczyn tak zwanych różnych... ;-) Limit ustaliłam niższy niż zamierzałam, głównie z powodu lekkiego zaniepokojenia stanem moich finansów i obawą, że w przypadku nagłych przypadków będę miała kłopoty z szybkim uzyskaniem gotówki (a środków zgromadzonych na koncie oszczędnościowym nie chciałam ruszać). Ten punkt planu zdecydowanie przechodzi również na rok bieżący!

3."Postaram się nadpłacać kredyt." - no w tym przypadku, niestety porażka na całej linii... :-( Przemiła pani w banku poinformowała mnie, że nadpłacanie kredytu wymaga renegocjacji wysokości rat i generalnie całości warunków kredytu, co per saldo mogłoby się okazać nie do końca korzystne, więc zrezygnowałam. A że konto, z którego potrącane są środki na spłatę kredytu jest jednocześnie moim ror-em (mszczą się braki w wiedzy o finansach przy zaciąganiu kredytu - to był jeden z warunków) nieco trudno jest mi się z tego wyplątać... buu... :-(

4. "Umówię się na wizyty u wybranych lekarzy specjalistów przyjmujących na NFZ  nawet jeśli w tej chwili nie potrzebuję ich pomocy" - udało się połowicznie. O ile w ramach profilaktyki sprawa zadała egzamin całkiem, całkiem, to w sytuacji tzw. "nagłego przypadku", kiedy nie mogłam sobie pozwolić na oczekiwanie, płaciłam za wizyty w ramach wizyt prywatnych (często było mi tak po prostu wygodniej, a jak wiadomo za wygodę się płaci).

5."Bezwzględnie nie będę korzystać z firmowego barku, tylko nosić ze sobą drugie śniadanie." - na tym polu mogę odtrąbić całkiem spory sukces! Do barku zaglądam sporadycznie i raczej w wyjątkowych sytuacjach. Ha!

6. "Spróbuję przerzucić się na internetowe wydania gazet i czasopism zamiast kupować ich tony w kiosku."  - udało się połowicznie. Z magazynów kupuję już jedynie "Zwierciadło", z dzienników zdarza mi się kupować weekendowe wydanie "GW" ("Wysokie obcasy"!), ale nadal od przypadku do przypadku zdarza mi się kupować inne tytuły, kiedy coś mnie zainteresuje lub (prawdziwe zabójstwo dla portfela!) dodawany jest ciekawy film.

7."Zapiszę się do biblioteki." - no... nie zapisałam się. Może i lepiej, bo mój wskaźnik czytelnictwa (o wstydzie!) spadł w tym roku drastycznie, więc pewnie czekałby mnie kary za przetrzymywanie książek. ;-(

8."Obejrzę wszystkie dotąd nieobejrzane przeze mnie filmy i przeczytam wszystkie nieprzeczytane książki zamiast masowo kupować nowe i odkładać na stosik (noo... chyba, że trafi się jakaś prawdziwa okazja...)" - no cóż... Trzeba uczciwie (także przed sobą) przyznać, że w ramach tego postanowienia osiągnęłam porażkę na caaaaaaałej linii.... (i najgorsze, że tak naprawdę, wcale się tego nie wstydzę...)
 
9."Spróbuję zmienić taryfę w moim telefonie na tańszą." - taryfy jako takiej nie zmieniłam, ale udało mi się wynegocjować korzystniejsze warunki w ramach opłacanego przeze mnie abonamentu i wymienić telefon.

10. "Skontaktuję się z ludźmi, do których telefony ciągle odkładałam i umówię się na spotkanie w... domu." Ze spotkaniami w domu, to tak trochę się nie udało, bo dogranie terminów często graniczyło z cudem, ale poza tym pod względem towarzyskim ubiegły rok mogę zaliczyć do jak najbardziej udanych! Oby tak dalej!

A jak było u Was?
Udało się?

pozdrawiam,

Frugalistka
 
niedziela, 10 stycznia 2010
Kochani!

Winna Wam jestem wytłumaczenie za tak długi brak wpisów.
Ponieważ Frugalistka (czyli ja znaczy się...) doznała łaski zawodowej i tego... no... ekhm... awansowała - mam ja znaczy teraz na głowie ambaras jakiego się przyznaję, nie spodziewałam. To znaczy spodziewałam, ale nie w tym natężeniu i obciążeniu. Tak czy inaczej, próbuję teraz to wszystko sobie jakoś ogarnąć i poukładać. Ale oznacza to również, że na czas jakiś (mam nadzieję, że bardziej krótszy niż dłuższy...) zmuszona jestem zawiesić działalność mojego bloga. No nie wyrabiam się kompletnie, po prostu... I choćbym chciała, choćby serce rwało - zmęczenie wygrywa.
Ale ogarnę się i wrócę!
To takie moje noworoczne postanowienie! :-)))

Ściskam Was mocno z frugalistycznym pozdrowieniem!

Frugalistka
środa, 23 grudnia 2009
Na ten świąteczny czas życzę Wam,

aby:

- bogactwo dobrych chwil nigdy się nie wyczerpywało,

- zasoby szczęścia i pomyślności rosły w siłę

- finansowa wolność stała się faktem,

- a konieczność oszczędzania, jedynie mglistym wspomnieniem!


WESOŁYCH ŚWIĄT!!!



Frugalistka
poniedziałek, 23 listopada 2009

Banalnie i bez zbędnego zakręcania zacznę - do tegorocznych świąt Bożego Narodzenia coraz mniej czasu! Co prawda w centrach handlowych świąteczny nastrój nastał już 2 listopada, ale tym akurat przejmowałabym się najmniej. Istotne jednak jest, i nie da się temu żaden sposób zaprzeczyć, że kurczy nam się czas na spokojne kupienie prezentów i - co jeszcze ważniejsze- na zaoszczedzenie na nie pieniędzy. Przyznaję bez bicia, że nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy na pokrycie świątecznych wydatków biorą kredyty gotówkowe (zazwyczaj bandycko oprocentowane). Wydaje mi się cokolwiek wypaczeniem idei świąt pomysł, aby wigilijny karp odbijał nam się finansowo, na przykład do czerwca, a nie daj bosze, do następnego grudnia!

Ale fakt faktem - ten przedświąteczny czas, to okres, w którym trudno zachować trzeźwe frugalistyczne podejście. Sama często jestem obezwładniana przez zewsząd płynące kolędy, reniferki i choinki - robi się tak błogo, miło i dobrze, że aż chce się wydawać...

Ale, żeby w związku z tym nie zbankrutować, kilka pomysłów:

1. Ustal limit wydatków - najlepiej ustal jaką kwotę jesteś w stanie przeznaczyć na święta, bez wkładania sobie finansowej pętli na szyję. Następnie podziel ją na pieniądze na prezenty, wyprawienie świąt (głównie wydatki spożywcze) i inne. Sprawdź, czy z niektórych wydatków możesz zrezygnować, bądź zastąpić je tańszym odpowiednikiem.

2.Zrób listę "prezentobiorców" - staraj się nie pominąć nikogo, na liście umieść nawet osoby, którym zwyczajowo darowujesz jedynie drobiazgi- one też się liczą!

3.Ustal limity wydatków na prezenty dla poszczególnych osób - najlepiej osoby na liście z punktu nr 2 pogrupować od tych, którym jedynie wyślemy kartkę (kartka, szczególnie elegancka, to też wydatek!) po te którym kupimy indywidualne i zarazem najdroższe prezenty. Zastanów się czy na prezenty dla niektórych osób nie możesz się złożyć z kimś innym. Zdecyduj z rodziną, jak ma to wyglądać w tym roku - czy każdy kupuje dla każdego, czy też zrzucacie się na jeden większy prezent dla poszczególnych członków rodziny.

4.Zdecyduj, gdzie kupisz poszczególne rzeczy i produkty - pamiętaj, że sklepy internetowe mają limity przyjęć zamówień, jeśli nie chcesz zdziwić się, że pieczołowicie wybrany prezent nie zdążył na Wigilię i w pośpiechu kupować byle czego tuż przed, zamów już teraz. Tak samo rzecz się ma z potrawami, które ewentualnie zamawiasz - zamów już teraz i przypomnij się przed świętami.

5. Zrób zakupy produktów spożywczych, które będą ci potrzebne, a które mogą dłużej postać - teraz bez pośpiechu i nerwów porównasz ceny i wybierzesz najlepiej.

No to odliczamy!

Frugalistka

piątek, 20 listopada 2009

...czy jak wolą inni świńska grypa. Jest wszędzie. I to nie dlatego, że zaatakował nas zdradziecki wirus - po prostu nie sposób się od niej opędzić: media prześcigają się w doniesieniach, w pracy przy każdym chrząknięciu jeden patrzy podejrzliwie na drugiego, a przyjaciele wymieniają się "sprawdzonymi" informacjami na temat szczepionek i zapobiegania. Ta wrzawa spowodowała, że na "medianą świńską grypę" zapadł już niemal każdy.

A co grypa ma wspólnego z oszczędzaniem? Ano sporo. Jak niejednokrotnie była tu już mowa, na zdrowiu się nie oszczędza - oszczędza się zdrowie. Ale, że banał ten może ulec dużemu wypaczeniu, warto o tym wspomnieć. Często bowiem nasza "troska" o zdrowie, swoje i rodziny, przybiera formę swoistej histerii (i nie mówię tu o przypadkach hipochondrii, bo to już materiał dla specjalisty), bądź mówić oględniej - przesadnego zaangażowania. Ponieważ zdrowie nasze i naszych bliskich jest dla nas sprawą priorytetową staramy się zrobić (co oznacza często kupić...) wszystko co w naszej mocy. A, że w grę wchodzą tu również emocje, to stajemy się łatwym celem dla farmaceutycznych marketingowców, którzy starają się nas przekonać, że produkowany przez ich koncern specyfik jest nam niezbędny do życia jak tlen. Na grypowej histerii wzbogacić się chcą zresztą nie tylko firmy z branży farmaceutycznej - całkiem niedawno, na przystanku tramwajowym w pobliżu mojego domu zawisła reklama "środek X zabija wirusa grypy". I nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie była to reklama... domestosa. ;-))))))))))

Tak czy inaczej warto chyba przedstawić, to co w walce z grypą (niekoniecznie świńską) jest nam rzeczywiście do szczęścia niezbędne.

1.Wiedza czyli po prostu: bez paniki. Łatwo powiedzieć, trudnej zrobić, tym bardziej, że prasa i telewizja podkręcają tę histerię do nieprzytomności. Co warto wiedzieć? Na pewno to, że (podaję za komunikatem Głównego Inspektora Sanitarnego - komunikat z 17.11.09) na całym świecie dotąd odnotowano 7 092 zgony z powodu zakażenia wirusem grypy typu AH1N1 - przypomnę, że liczba ludności na świecie to coś około 6,7 miliarda ludzi. W Polsce potwierdzono dotąd 275 przypadków zakażenia tym wirusem (nie zgonów!) w 38 -milionowym społeczeństwie (dla porównania na polskich drogach - podaję za stroną www.policja.pl- w 2008r. zginęło 5 437 osób, a 62 097 zostało rannych).
Według WHO grypa ta ma łagodniejszy przebieg niż grypa sezonowa, a ok. 18% zakażonych przechodzi ją bezobjawowo.
"Grypowa" infolinia w Głównym Inspektoracie Sanitarnym ma numer
(22) 54 21 412 – podobno czynny całodobowo.

2.Profilaktyka
- sprawdź czy jesteś w grupie ryzyka - w grupie tej są m.in. kobiety w ciąży, osoby chore na cukrzycę, czy chorzy na różne schorzenia związane z oddychaniem ;
- unikaj (jeśli możesz) przebywania w pobliżu osoby, która wykazuje objawy grypopodobne,
- myj dokładnie ręce wodą z mydłem,
- unikaj dotykania swoich ust i nosa,
- ogranicz czas przebywania w zatłoczonych pomieszczeniach,
- często wietrz pomieszczenia,
- wysypiaj się,
- dobrze odżywiaj,
- ubieraj odpowiednio do pogody,
- ćwicz - regularny wysiłek fizyczny podnosi odporność,
- rozgrzewaj ciepłymi napojami (mowa o herbacie... ;-)))
- rozważ szczepienia - piszę "rozważ", bowiem zdania o skuteczności szczepionek na grypę (ale nie szczepionek ogólnie) są podzielone. Najlepiej skonsultuj się z lekarzem, któremu ufasz.
- nie daj się zwariować- zamiast zamartwiać się swoim stanem przygotowania do walki z wrednym wirusem- odpręż się - stres zwiększa podatność na infekcje!
- rozsądek przede wszystkim - to, że lek jest bez recepty i można go kupić nawet na stacji benzynowej wcale nie oznacza, że jest całkowicie nieszkodliwy - lekarstwa stosuj z głową! Nie kupuj ich wielu - często jest to ta sama substancja czynna pod różnymi nazwami handlowymi.
- stosuj domowe sposoby wspomagające odporność - czosnek i herbatka z malinami jeszcze chyba nikomu nie zaszkodziły...

Uff...  ;-))

Frugalistka


środa, 18 listopada 2009
Podobno jest tylko jeden właściwy sposób, ale za to z gwarancją sprawdzalności - wydawaj mniej niż zarabiasz. ;-)))
Niby proste - tylko jak to zrobić? Z rozmów ze znajomymi, obserwacji różnorakich forów wnoszę, że pomysłów jest od licha i trochę, tyle tylko, że żaden nie jest uniwersalny. Coś co przynosi fantastyczne efekty w jednym przypadku (jak u mnie np. słoikowy fundusz świąteczny) u innych nie będzie miała racji bytu (bo np. zawsze zapomną wrzucić coś do skarbonki). Ile osób tyle patentów.

W związku z wyborem drogi oszczędzania pojawiają się również pytania i wątpliwości, co do jej słuszności i sensu. Kiedyś, w archiwalnym materiale jednego z moich ulubionych portali czyli Wisebread, znalazłam zestaw 5 pytań, na które każdy oszczędzacz powinien sobie odpowiedzieć.

Oto one:

- Czy ustalać miesięczny domowy budżet i zapisywać codzienne wydatki? - pytanie na pierwszy rzut oka wydaje się banalne - przecież zapisywanie wydatków wydaje się oczywistym posunięciem. Ale jak się okazuje, nie dla wszystkich, więc jeśli notowanie i spisywanie kolejnych pozycji z paragonu jest dla kogoś męczarnią, może lepiej z tego zrezygnować i ustalić inne sposoby, np. ustalenie limitu codziennych wydatków?

- Płacić sobie najpierw czy na końcu? - płacenie sobie zrobiło ostatnimi czasy niesamowitą karierę, wszędzie można przeczytać, że odkładanie pieniędzy dopiero po opłaceniu rachunków, kredytów i innych zobowiązań, to praca dla banków czy innych tego typu instytucji. Ale czy na pewno? Mnie wydaje się, że płacenie sobie, jest możliwe dopiero po spełnieniu paru warunków czyli m.in. dobrej znajomości swoich miesięcznych wydatków, a także (uwaga banał!) zarabiania więcej niż owe miesięczne wydatki wynoszą. W innym wypadku może to być wybór typu: zapłacę sobie lub elektrowni za prąd. ;-)))

- Używać kart kredytowych czy całkowicie pozbyć się plastikowego pieniądza? - także wydawałoby się oczywistość, ale karty kredytowe to nie tylko zło wcielone. To także wygoda i bezpieczeństwo, a dla niektórych nawet forma zarobku (wydają środki do limitu ustalonego na karcie, spłacają kredyt w ostatnich dniach limitu, podczas gdy ich własne pieniądze leżą w tym czasie na koncie oszczędnościowym).

- Najpierw spłacić kredyt czy wybudować fundusz awaryjny? - osobiście jestem zwolenniczką funduszu awaryjnego, sytuacje niespodziewane się zdarzają i przy braku żywej gotówki nie pomoże nam nawet brak zadłużenia.

- Który kredyt spłacić najpierw - najdroższy czy najłatwiejszy do spłacenia? - jakiś czas temu pisał o tym Yossarian na swoim blogu więc pozwolę sobie się nim wyręczyć - tutaj i tutaj.

A jakie będą Wasze odpowiedzi?

Frugalistka
poniedziałek, 16 listopada 2009
Po raz kolejny nadrabiając zaległości, malutki przegląd tego, co na temat oszczędzania, finansów i ludzkiego podejścia do pieniędzy wyszukałam w sieci.

Na początek próba odpowiedzi na pytanie dlaczego w Polsce jest tak drogo?  A także trochę o tym, jak sieci handlowe i producenci nabijają nas w przysłowiową butelkę, a także malutka podróż w przeszłość czyli 10 kitów oszczędzania.

Również swoistą powtórką z rozrywki jest materiał  o oszczędzaniu z z portalu w-spódnicy, ale jako, że przypominania nigdy dość, to...

Polecam również wpis zamieszczony na blogu "Finanse domowe" dotyczący realistycznego ustalania celów finansowych

I jeszcze jedno - jako, że Frugal Duchess zamilkła i przeniosła się na stałe, jako autorka, do portalu Wisebread., od dzisiaj na bocznym pasku moje nowe fugalistyczne odkrycie czyli Millionaire Mommy Next Door.

Przyjemniej lektury!

Frugalistka
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14
blogi